27.2.09

ROGATKA


Gdy jurciopan mijał kolejnych żandarmów (tych martwych, względnie nieszkodliwych) nie przeczuwał, że ten ranek będzie testem dla jego młodych podopiecznych, którzy wesoło skrzydlili mu się nad ramieniem z tylnego siedzenia. Jego pojazd właśnie wychodził z ostatniego zakrętu lokalnej drogi, by za chwilę przeciąć prostopadle leniwy, poranny nurt samochodów, gdy bystre oczy dostrzegły na rogatce umundurowaną postać. „Policja, kryć się” – rzucił krótko jurciopan nie odwracając się, dwie główki zniknęły natychmiast za siedzeniem, drobne ciałka dwójki dzieci zjechały tyłkami w dół przywierając do tylnej kanapy.

Zdumiewające, że komenda została wykonana bez zbędnych pytań i ociągania, te niesforne zazwyczaj urwisy, wiedziały że tym razem to nie zabawa, oboje byli kiedyś świadkami jak żandarmi powiedli jurciopan'a do swego radiowozu i męczyli go tam przez długie minuty. Wiedzieli, że oni mają uprawnienia, dzięki którym mogą bezkarnie ograniczać wolność niewinnych ludzi.

Niebezpieczeństwo nie było jeszcze całkowicie zażegnane, trzeba było minąć rogatkę i nie paść ofiarą prewencyjnej kontroli, jaką żandarmi mieli zwyczaj nękać niewinnych kierowców zmierzających rankiem do pracy. Tak naprawdę, jurciopan chciał pierwotnie pojechać prosto, przecinając główny nurt samochodów, jednak oznaczało to, że wyjedzie wprost na mundurowego. W ostatnie chwili zmienił więc decyzję i zasygnalizował skręt w lewo, wybrał trajektorię najbardziej oddaloną od miejsca łapanki. Ciasny sznur samochodów z rzadka się poluzowywał ukazując przerwy umożliwiające włączenie się do ruchu, tym razem jednak, luka między autami jaka rozwarła się przed jurciopan'em była imponująca – paradoksalnie, przyczyniła się do tego obecność mundurowego – jurciopan ruszył powoli lustrując równocześnie ułożenie głowy żandarma – tak naprawdę nigdy nie pogodził się z tym, że musi skręcić i nadłożyć drogi, sygnalizując ciągle intencję skrętu w lewo, dodał nagle gazu i pędem przemknął na wprost, tuż pod bokiem funkcjonariusza, który nie mógł mu już zagrozić. Jakieś 50 metrów dalej jurciopan obejrzał się po raz pierwszy do tyłu – „Możecie się podnieść” – słowa sprawiły, że dwa bąble otrząsnęły się z bezruchu, na ich twarze powróciły uśmiechy, a wesołe głosy znowu dokazywały. „To jeszcze dzieci – uśmiechnął się jurciopan – ale kiedyś zasilą ruch oporu”.

Wydaje się Wam, że to Komandosi z Nawarony MacLean'a? Albo inne przygody Bourne'a? Nie, to jurciopan, jak każdego ranka, odwozi swoje pociechy do przedszkola i szkoły. Już jutro sobie odpocznie.
Jutro też, dopełnienie wrysem!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza